sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział drugi : Fly Away

W poprzednim rozdziale :Przepycham się przez tłumy ludzi przede mną i kontynuuję bieg wąskim chodnikiem.
Straciłam rachubę czasu ile już biegnę. Za bardzo wystraszona by spoglądnąć za siebie. Zbyt wystraszona by wrócić do domu.
Wiem co widziałam. Wiem kogo widziałam. 
~
Wiem, że gdy ktoś patrzy na mnie, z łatwością stwierdza, że jestem niewinną, normalną dziewczyną. Nic nadzwyczajnego. 
Jasnobrązowe włosy, karmelowe oczy i smukła sylwetka.
Z wyjątkiem.
Z wyjątkiem tego, że kiedyś było nas dwie, dwie z nas. I choć większość ludzi przejdzie i się uśmiechnie, być może myśląc, że wyglądam jak normalna, wesoła dziewczyna, to są w błędzie. Są oszukiwani tym co widzą, lub chcą zobaczyć. Bo to czym jestem i kim się stałam, nawet się nie zbliża do tego, czego boją wyobrazić sobie w rzeczywistości za powłoką "normalnej dziewczyny". To kim jestem jest czymś więcej, którą zasłaniam uroczystym uśmiechem. Chciałabym być dokładnie taką osobą, jaką oni myślą, że jestem. Niestety. Oni nie widzą moich, już na zawsze splamionych krwią rąk. Oni nie widzą ciemności, która połknęła moje serce.
Oni są całkowicie i zupełnie ślepi.

Rozdział drugi :  

W domu, jestem całkowicie wytrącona z równowagi. Część mnie chciała zostać w pociągu na całą noc, ale ostatnią rzeczą jaką chciałam to atak paniki rodziców.
Idę na palcach  do mojego pokoju, najciszej jak to możliwe. Słyszę nieprzyjemne chrapanie i jęki mojego brata, przez cienką ścianę, która nas oddziela.
Kładę się wygodnie na łóżku i wsłuchuję się w chrapanie brata. Zawsze tak robię zanim pójdę spać. Są to małe rzeczy, które się liczą.

Jego ręce na mojej szyi. Zaciska je mocno, chcąc mnie ukarać. Słyszę krzyczącą Ellie. Ona płaczę, mówi żebym go kopnęła. Wiję się pod nim, ale nic mi to nie daję, jestem za mała. Ellie płaczę, nagle i ja się rozpłakałam. Bajki się tak nie kończą.

Budzę się z lekkim westchnieniem. Patrzę na zegarek, a tam już 5. Oczywiście.
Powoli rozprostowałam nogi i wygramoliłam się z łóżka. Zacisnęłam mocno powieki, aby koszmar szybko wyleciał z mojej głowy. Wstałam i chwiejnym krokiem podeszłam do jednej z szuflad. Wyciągnęłam z niej paczkę papierosów.
Przypomniałam sobie, co mój ulubiony autor napisał.
"Każdy papieros zabiera jeden dzień w Twoim życiu''.
Potem celowo wpakowałam trzy do ust i wzięłam zapalniczkę. Przed wyjściem na balkon zawinęłam się w kołdrę. Usiadłam na krześle i zapaliłam trzy fajki naraz. Zaciągnęłam się nimi.
Oglądam gwiazdy. To na prawdę intrygujący widok.
Noc, niebo jest takie granatowe, prawie czarne. Kojarzy mi się to z morzem w nocy. Kiedy jestem na plaży, wpatruję się w morze i nagle zdaję sobie sprawę, że nie mogę powiedzieć co jest morzem, a co niebem. To tak samo jak nie można odróżnić zła od dobra.
To prawie tak, jakby powiedzieć "do widzenia'', kiedy zniknie księżyc. Księżyc śpi, a wtedy budzi się słońce. Zawsze myślę o nich jak o ying i yangu. A kiedy mrok zachoruje, leczy go światło. Jedno bez drugiego nie może istnieć.
Ale to jest tylko jedno.

Przychodzę do kuchni o siódmej rano, więc mogę spotkać moją mamę zanim wyjdzie do pracy. Czuję potrzebę, by powiedzieć jej o ostatniej nocy. To nie pierwszy raz kiedy wyobraziłam sobie go. Ale wczorajszej nocy był... niezaprzeczalny.
- Cześć mamo - bełkoczę, oglądając jak szalenie biega po kuchni. Jest lato,więc szpital jest nawet bardziej zajęty niż kiedykolwiek, od tych wszystkich młodych idiotów popełniających błędy na każdym kroku. Nie mogę sobie wyobrazić, że łatwo jest być pielęgniarką.
- Jeśli potrzebujesz pieniędzy, zadzwoń do taty, on już pojechał do pracy. Jestem pewna ze twój brat może zabrać cię do biblioteki, jeśli spóźnisz się na autobus.  - mówiąc otwierała lodówkę.
- Tak na prawdę to chciałam z tobą porozmawiać - przygryzam wargę. Mama nawet nie wykazuje żadnego zainteresowania, gdy chwyta muesli z szafy i zaparza kawę.
- Słuchaj Char, wiem że chcesz porozmawiać o szkole, i powiedziałam że wraz z ojcem zastanawiam się. Istnieje kilka esejów, które można napisać, gdzie wciąż rozdają stypendia i...
- Mamo widziałam go - przerwałam jej. Moja mama mruży brwi i analizuje moją wypowiedź.
- Kochanie... - zaczyna.
- Nie mamo, czułam go wokół mnie. Byłam na skate parku i stał tam. Wiem, że to był on. Oh mamo tak się bałam... Nawet zostawiłam moją deskę. Po prostu biegłam. - szepczę, nagle drżę. Mama podchodzi do mnie i klęka, głaszcząc moje włosy.
- Charlie, ten zły człowiek nie żyje. Nie widziałaś go, to wszystko jest w twojej głowie. Czy trzeba zaplanować twoją kolejną wizytę u Pana Robinson'a ? - moja mama pyta uprzejmie, bez pływających emocji w jej kryształowych oczach.
- Mamo, wiem kogo widziałam ! - krzyczę w frustracji.
- Charlotte posłuchaj mnie...
- Nie ! Ty posłuchaj mnie ! Ellie nie ma i nie może cię to mało obchodzić. Twoja córka, a teraz jest tak jakby w ogóle nie istniała. Boję się jak cholera, a ty nawet nie drgnęłaś ! - krzyczę. Łzy pieką rogi moich oczu. Mama spogląda na zegar.
- Charlie, proszę pozwól mi pomóc tobie. Ellie nie chce tego - grucha. Patrzę na nią i wzdycham czując jak łzy łaskoczą mój lewy policzek.
- Odszedł z moją słodką Charlotte i on, nigdy nie wraca. - powiedziała wstając.
Nie powiedziałam nic, zamiast tego wróciłam z powrotem na górę, modląc się że moje łóżko da mi pewnego rodzaju gratyfikację.
- Obudziłaś mnie - słyszę ochrypły głos, dochodzący od drzwi. Patrzę na mojego starszego brata i gwałtownie rzucam w niego poduszką.
- Śpisz na złej stronie łóżka ? - zapytał. Jestem tymi rzeczami którymi można dusić się W łóżku.
-
Po prostu odczep się Dylan - bełkoczę w moją poduszkę nasiąkniętą łzami.
Dziesięć lat. To może się wydawać kupę czasu, ale ja czułam się jakby to było wczoraj. Siedzę tu codziennie, torturując się, natomiast wszyscy wokół mnie są w ruchu. To przyprawia mnie o mdłości.
Sfrustrowana sobą i złymi myślami, podnoszę głowę z teraz mokrej poduszki i wychodzę na balkon. Zamiast chwytać kolejnego papierosa, wpatruję się w miasto, które nazywam moim domem. Patrzę na domek dla ptaków, który zbudowałam. Dwa gołębie śpią wewnątrz gniazda. Uśmiecham się do nich, zastanawiając się, czy wiedzą że jestem tym który dał im dom.
Nigdy nie myślałam, że zostaną. Dlaczego ? Dlaczego każdy ptak chciałby żyć w mieście wysokich budynków i codziennych dupków na ulicach ? Myślę że jedzenie jest całkiem dobrą odpowiedzią.
- Dlaczego warto zatrzymać się, kiedy możecie iść gdziekolwiek chcecie małe ptaszki ? - szepczę do ptaków. Jeden ćwierka na mnie, dziwię się. Gdybym tylko mogła rozmawiać z ptakami.
Po minucie, daję spokój ptakom i wracam z powrotem do mojego pokoju.
- Dlaczego warto zatrzymać się, kiedy możesz iść gdziekolwiek chcesz ? - powtarzam. Siadam powoli i odwracam głowę w stronę okna.
- Dlaczego mam zostać,skoro mogę się uwolnić od strachu- szepczę. Nagle, stoję na nogach. Pędzę do mojej szafy i wkładam ubrania do torby. Co ja robię ? 
Nie odpowiadam sobie. Zanurkowałam pod moim łóżkiem i złapałam moją skrzynką z obrazami. Wyjęłam spod niej zwitek gotówki zbieranej na samochód i schowałam w mojej torbie.
- Dlaczego mam zostać,skoro i tak nikt za mną nie będzie tęsknił ? Dlaczego mam zostać,skoro tylko ja czuję ten ból ?
- Ellie by to zrobiła - skrzeczę - Ellie chciałaby bym to zrobiła - przytakuję. Skończyłam pakować swoje rzeczy i otworzyłam okno. Rozglądam się po moim pokoju i mam ochotę śmiać się z siebie. Zrobiłam to wcześniej, uciekłam i wróciłam. Ale teraz jest inaczej. Nie czuję się bezpiecznie, nie żebym czuła się kiedykolwiek. Ale czuję się prawie martwa. Ostatnia noc może niezwykle namieszała w mojej głowie, była znakiem do biegu. I mam na myśli prawdziwy bieg. Wiem że to tak nie jest tak jak zawsze; wszystko jest inne.
W końcu, po wpatrywaniu się w okno z drżącymi rękoma, zakładam że to jest prawdziwe uczucie wiedzy, że tym razem nie wrócę.
~*~
"ELLIE MARIDYTH PARKER"
1994 - 2004 
"Niech wspomnienia pozostaną na zawsze w naszych sercach"

Patrzę w marmur, wyrywam trawę, na której siedzę.
- Myślę że wiem gdzie chcę iść. Nie wiem dlaczego, ale czuję się bezpiecznie. Założę się, że gdybyś była zemną, wiedziałabyś o jakie miejsce mi chodzi. Wiem, bo mama zabrała nas kiedyś na film Pg-13, jak byłyśmy dziewięciolatkami i czułyśmy się tak fajnie.W momencie gdy dowiedziałyśmy gdzie mieszka piękna dziewczyna z filmu,natychmiast chciałyśmy tam jechać. Powiedziałaś, że mogłybyśmy tam pojechać, jak będziemy starsze. Więc mam zamiar to zrobić. Jedziesz ze mną, okay ? - szepczę pod wiatr. Zaszeleściło wokół mnie, gdy wstawałam.
Jadę do miasta, w którym nikogo nie znam, nie będę miała domu i pieniędzy i najprawdopodobniej pożałuję,że opuściłam dom.
A teraz, w tej chwili, czuję się jak ptak trzepoczący skrzydłami, zbyt dumny i niespokojny by spojrzeć wstecz. Idę do miejsca, gdzie Ellie może bezpiecznie żyć w moim sercu. Idę do miejsca, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Idę do miejsca, gdzie strach przeszłości przyjeżdża do życia i może zniknąć bo ma gdzie. Po prostu musi.
- Lecimy do Londynu.
__________________________
Marta : No hejka :) Mam nadzieję że nie macie nam tego za złe że tak długo musiałyście czekać, jest szkoła i nie mamy zbytnio czasu żeby tłumaczyć, ale jeśli tylko znajdziemy to to robimy, no i teraz to zrobiłyśmy i efektem tego jest dzisiejszy nowy rozdział. Mi strasznie się podoba, i strasznie szybko i łatwo się tłumaczyło. Według mnie szykuje się ciekawa historia :)
PS. Obowiązkowe podziękowania Pauli <3 Dziękuję i mam nadzieję że jeszcze wiele razy mi pomożesz ;*
Sonia : Miłego czytania :)

Jeśli przeczytalaś/eś zostaw komentarz