piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział pierwszy : Blind

Przepycham się przez tłumy ludzi przede mną i kontynuuję bieg wąskim chodnikiem. Straciłam rachubę czasu ile minut już biegnę. Za bardzo wystraszona by spoglądnąć za siebie. Zbyt wystraszona by wrócić do domu.
Wiem co widziałam. Wiem kogo widziałam.
Szybko przepycham się między ludźmi i zbiegam po schodach do metra. Moje trampki wydają z siebie charakterystyczny pisk przy każdym kroku, ostrzegając mnie o tym, co czai się za moimi plecami. To sprawia, ze przyśpieszam mój bieg. Moje serce zostało rozbite na miliony kawałków, bijące w większości mojego ciała, ale wciąż uciekam. Nadal popycham ludzi i nadeptuję im na buty. Moja prędkość zmniejszyła się i wreszcie zaczerpnęłam powietrza do płuc, ale zamiast zatrzymać się, zmuszam każdy kilogram mojego ciała do ruchu. Biegnę jeszcze szybciej przez labirynt ludzi, jakby od tego zależało moje życie. Dlatego że moje życie zależy od tego.Biorę mój bilet opłacony z góry i zatrzymuję się za ludźmi oczekującymi na bilety. Moja warga krwawi. Kiedy czuję smak krwi, wiem że to przez moje zęby. Tępo mojego serca uspokaja się do mniejszego cholernego bólu gdy rozglądam się dookoła. Ludzie w linii obok, gapią się na mnie, ale ja nie patrzę na nich drugi raz. Muszę tylko dostać się do pociągu. Muszę tylko dostać się do pociągu i uciec stąd.
Moje myśli nagle powróciły do Ellie. Staram się myśleć o niej przed wypadkiem. Zanim zobaczyłam jak jej oczy tracą blask . Ale nie potrafię. Nigdy nie będę potrafiła, po tym co się stało.
- Przegapiłaś ? - słyszę jak ktoś mówi,wyciągając mnie z otchłani moich myśli.
Patrzę, wstrzymując oddech. Starsza pani za ladą uśmiecha się do mnie z ostrożnym wzrokiem. Drżąc, oddaję jej moją kartę. Przeciąga ją i chwilę później wręcza mi bilet. Pochopnie odwracam się i zamierzam biec do następnego pociągu, ale czyjaś dłoń łapie mnie za ramię i zaciska się wokół niego. Cienki oddech opuszcza moją buzię, jak kołyszę się pod jego uściskiem. To on, on tutaj jest.
Przygotowuję się na to co ma się stać. Mój terapeuta ostrzegł mnie przed tym. Pachwina. Mam zamiar skopać mu pachwinę. Szybko, nie biorąc ani minuty na przemyślenie, obracam się i podnoszę moje kolano do celu, ale on szybko puszcza moją rękę i podnosi ręce do góry. Obniżam kolano, podnoszę wzrok na spotkanie jego oczu i w całym ciele czuję relaks.
- Uh... spadła ci karta - nagle byłam przerażona tym co chciałam zrobić z jego miejscem szczególnym.
Bełkocze nieszczere "przepraszam'' i wyrywam kartę od nieznajomego. Następnie biegnę, ignorując fakt, że moje buty rozwiązały się. Moje kolana czują się coraz słabiej, biegnę przez stację do pociągu numer 8.
Trzymam bilet jakby to była moja jedyna nerka, biegnę przez drogi patrząc wokół mnie dla jakichkolwiek oznak niego. Jestem pewna,że tak jest w piekle. W środku krzyczę na całkowicie uprzejmych pasażerów. Biegnę do następnego wagonu i wślizguję się zanim drzwi się zatrzasną. Oddycham tak ciężko,że przyciągam wzrok każdej osoby. Nie przyciągam, oni wbijają we Mnie swoje oczy,tak jakbym zakłóciła ich spokój. Zdenerwowana nagłą ,napiętą atmosferą zdusiłam mój strach w zarodku i zajęłam miejsce z tyłu.Gdy to zrobiłam,ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam mojemu oddechowi wyrównać się.
- Nie jesteś jedną z tych bliźniaczek Parker? Kiedyś czytałem o tobie artykuł w gazecie. - ktoś do mnie szepcze. Odwracam się by ujrzeć starszego pana z siwymi włosami i złotobrązowymi oczami. Zmarszczki pod jego oczami jaśnieją pod tępym światłem pociągu. Nie poruszam się,jego nagły komentarz sprawił,że wstrzymałam oddech. Po chwili ciszy mężczyzna zesztywniał i zrozumiał,że poruszył bolesny temat.
- Bardzo mi przykro z powodu twojej siostry. - mówi, próbując zrehabilitować się po wpadce. Zagryzam zęby dopóki nie czuję krwi spływającej po wardze. Nie potrzebuję tego, nie teraz.
- W porządku. To przeszłość. - mamroczę wycierając wargę rękawem mojej bluzy. Liczę na to że niepomny, starszy pan zrezygnuje z dalszej rozmowy. Po paru minutach moja wydolność płuc wraca. Nareszcie czuję jak krew odpływa mi od mózgu, a na twarzy wraca kolor. Zarzucam kaptur bluzy na głowę, a następnie kładę na ramieniu. Przestałam śledzić drogę metra. Ciągle jestem zbyt zestresowana by się poruszyć bądź wysiąść z wagonu, więc siedzę cierpliwie i gapię się na ludzi przede mną. Próbuję odgadnąć jak wygląda życie każdego wsiadającego i wysiadającego.
Wchodzi tleniona blondynka i trzepocze rzęsami na pierwszego mężczyznę którego widzi. Zaczynają rozmawiać, uśmiech na jej twarzy widnieje przez cały czas. Mężczyzna wydaję się jednak ospały. Normalnie zadałabym sobie pytanie, dlaczego on z nią nadal rozmawia ? Dlaczego traci swój czas ? Proste. Faceci są idiotami. On po prostu chce ją przelecieć,nieważne jest to czy ma w sobie to coś,czy tez nie ma.
Następnie oglądam starą parę siedzącą na dwóch miejscach kilka metrów ode mnie. Kłócą się o jakiś film, który widzieli i uwierzcie mi, są dość hałaśliwi. Starszy mężczyzna mówi kobiecie, że ma urojenia i depcze mu po nogach. Patrzę jak marszczy brwi i poprawia zniszczone buty. Wyobrażam sobie, ze są małżeństwem, które prawdopodobnie nienawidzi siebie bardziej niż się kocha, ale w jakiś sposób, ta odrobina miłości zawsze wygrywa.
Gra jest trochę zabawna, faktycznie, z wyjątkiem gdy zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz, czy to nawet w najmniejszym stopniu jest prawda o tych ludziach. Wiem,że gdy ktoś patrzył na mnie,z łatwością stwierdzał,że jestem niewinną,normalną dziewczyną. Nic nadzwyczajnego. Jasnobrązowe włosy,karmelowe oczy i smukła sylwetka.
Z wyjątkiem.
Z wyjątkiem tego,że kiedyś były dwie, dwie z nas. I choć większość ludzi przejdzie i się uśmiechnie, być może myśląc, że wyglądam jak normalna, wesoła dziewczyna, to są w błędzie. Są oszukiwani przez to, co widzą, lub kogo chcą zobaczyć. Bo to czym jestem i kim się stałam, nawet nie zbliża się do tego, czego boją się wyobrazić sobie w rzeczywistości za powłoką "normalnej dziewczyny". To kim jestem jest czymś więcej niż jedna rzecz, którą zasłaniam uroczystym uśmiechem. Chciałabym być dokładnie taką osobą,jaką oni myślą,że jestem. Niestety. Oni nie widzą moich,już na zawsze splamionych krwią rąk. Oni nie widzą ciemności, która połknęła moje serce.
Oni są całkowicie i zupełnie ślepi.
_______________________________
Marta : Rozdział pierwszy nie koniecznie zrozumiały za pierwszym razem, jak przeczytałam to kompletnie nie mogłam zrozumieć o co chodzi, ale po kilkakrotnych powtórkach zrozumiałam i bardzo mi się podoba.
Przyznaję ze Sonia przetłumaczyła więcej :D
Dziękuję Paulinie, przyjaciółce, za wielką pomoc w tłumaczeniu poszczególnych zdań :)
Życzę miłego czytania :) Przepraszam za błędy.
Sonia : Jestem ciekawa czy kogoś zainteresuje ta opowieść. Przyznaję się,że nie jestem fanką One Direction,ale ta historia ma coś w sobie :) Nie zwracajcie proszę uwagi na interpunkcje,gdyż w ogóle sobie z tym nie radzimy. Za wszystkie ewentualne błędy przepraszam i życzę miłego czytania.

Jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz

6 komentarzy:

  1. Mogę być informowana o kolejnych? / @curiosityx3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście :) będziemy informować :D No i cieszymy się że ktokolwiek zainteresował się naszym tłumaczeniem :* /Marta

      Usuń
  2. Cześć. Mogłabym prosić o informowanie mnie o kolejnych rozdziałach? :) ~ @Vicautiful

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że będziemy informować :)
      To dla nas przyjemność :* /Marta

      Usuń
  3. Podoba mi się ! :)
    czekam na kolejne i kolejne :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekstra ;) jestem nowa czytelniczka

    OdpowiedzUsuń